Od kilku lat jestem szczęśliwym mieszkańcem Warszawy. Zawsze o tym marzyłem i robiłem wszystko, aby kiedyś zjawić się tu z walizkami i już pozostać. Stolica kojarzyła mi się ze swobodą, wolnością, przestrzenią, nowoczesnością i stylem. To właśnie w Warszawie mogłem założyć po raz pierwszy nowe ciuchy przywiezione z wielomiesięcznego „zesłania” do Włoch nie ryzykując zlustrowania wrogim spojrzeniem przez sąsiadki. Przecież jeszcze kilka lat temu mężczyzna w białych spodniach i japonkach budził powszechne zdziwienie w mniejszych miejscowościach.
Ale wróćmy do teraźniejszości, czyli do czasów, kiedy TE STRASZNE ZACHODNIE trendy dotarły wreszcie do Polski.
Na warszawskich ulicach zaroiło się od kolorowo ubranych młodych ludzi. Odważne kroje, dodatki, buty. A to zza granicy, a to z ciucholandu, a to wygrzebane na strychu u babci, a to wreszcie samodzielnie wydziergane. Mimo że standardowe kolekcje w sklepach odzieżowych wciąż jeszcze sprawiają wrażenie „drugiego sortu”, szytego na wschodni rynek, warszawiacy się nie poddają i tworzą. Powstaje fantastyczna miejska moda, dzięki której spacer Marszałkowską, Chmielną, czy Nowym Światem dostarcza naprawdę wielu wrażeń wizualnych. Przez chwilę można poczuć się jak w Paryżu, czy Londynie.
Niestety tylko na chwilę!
Sielankę zakłóca odmienna kategoria modnych Warszawiaków. Krótki opis (bo i styl raczej minimalistyczny): klasyczna fryzura bez ekscesów (włosy długości 1-3mm), biała koszulka bawełniana (logo firmy odzieżowej na piersi) wpuszczona w czarne lub granatowe spodnie typu sportowego (delikatny połyskujący materiał, wpuszczane kieszenie z przodu, czasem dodający szyku lampas na nogawce), najczęściej zakończone u dołu marszczeniem eksponującym kostkę odzianą w białe skarpety frotte (logo do kompletu z tym z koszulki) i obutą w markowe skórzane buty (latem zamiennie z gumowymi klapkami basenowymi).
Teoretycznie – klasycznie, minimalistycznie, swobodnie.
W praktyce – PORAŻKA!
Jestem naprawdę zaskoczony, że w dużym mieście, w XXI wieku nadal pasuje takie bezguście.
Strój sportowy? OK, ale na siłowni lub na plaży.
Jeśli ktoś jest tak aktywny fizycznie, że nawet na Marszałkowskiej urządza sobie trening – wypadałoby przynajmniej mieć czyste skarpetki, skoro się już lubi białe i założone do czarnych klapek (pomijam w ogóle zasadność kompletu klapki+skarpetki!). Niektórym jednak ruch na świeżym powietrzu i strój sportowy nie pomaga w utrzymaniu zgrabnej sylwetki – wtedy proponuję nie upychać na siłę koszulki w spodnie i nie eksponować piwnego brzuchola…
Nie wierzycie na słowo? Obiecuję, że już niedługo zilustruję trendy panujące na ulicach stolicy.


Niestety, moda na tzw. „dresa” opanowała 3/4 męskiej części polskiej populacji :( To smutne.