Przed nami kolejna rozmowa z cyklu „być czy nie być w modowym świecie – i co to znaczy?”
Tym razem zapraszam do przyjrzenia się bliżej radom, sugestiom i przedstawionemu zdaniu na zadany przez nas temat w rozmowie z projektantką mody Joanną Misztela.
Moda – krótki, zaledwie czteroliterowy wyraz, a tak szeroki wachlarz znaczeń i zastosowań – czym jest i jak ją odpowiednio określić?
Joanna Misztela: „Moda umiera młodo” powiedział kiedyś Jean Cocteau i jest to fakt. Moda, ta w powszechnej interpretacji, jest zjawiskiem, które stoi na cienkiej granicy z trendami. Trendy to jeszcze nie moda i nie wszystkie trendy staną się modne. Nie wiadomo też, kiedy dokładnie moda przechodzi granicę powszechności. Zadaniem projektanta mody jest dostarczanie kolejnych bodźców. W chwili obecnej dzieje się to coraz szybciej i jest dyktowane popytem. Przeceny i wyprzedaże, które jeszcze do niedawna przypadały na koniec sezonu, teraz przesunęły się już niemal na jego początek. Nowe kolekcje pojawiają się w wielu sklepach na długo przed rozpoczęciem sezonu. I nie dotyczy to już tylko ubrań. Moda w tym wszystkim to tak naprawdę nic innego jak – bardzo krótka chwila.
W takim razie, skoro to tylko w rzeczywistości taka krótka chwila, dlaczego chcemy za nią podążać?
JM: Cóż, podążanie za modą to nic innego jak realizowanie dokładnie sprecyzowanych ludzkich marzeń. Wszechobecna reklama podpowiada nam, co zrobić by być piękniejszym, zdolniejszym, bogatszym… Tyle recept na lepsze życie… I ludzie chcą wierzyć w te marzenia, bo to przecież ich marzenia. Dlatego nie mamy się co łudzić, że nagle ludzie przestaną być wrażliwi na informację prasową, reklamę tę oczywistą jak i tę bardziej subtelną w postaci sesji zdjęciowych. Oczywiście na szczęcie moda, to nie tylko ten powierzchowny aspekt. Wielką rolę w obecnym biznesie odzieżowym odgrywa technologia. I moim zdaniem jest ona szarą eminencją sektora modowego. Często nieświadomie doceniamy jakieś produkty nie tylko ze względu na ich wizualną stronę, ale zakochujemy się w ciepłych i lekkich tkaninach, w których się nie pocimy, w których nie mamy alergii, które nasączone balsamami, nawilżają naszą skórę, są lekkie a jednocześnie bardzo wytrzymałe, itd… Można więc stwierdzić, że moda obok swoich powierzchownych aspektów ewoluuje też w sposób inteligentny i niejednokrotnie towarzyszy nam na co dzień czy jesteśmy tego świadomi czy też nie więc to chyba nie do końca jest kwestia czy ktoś chce czy nie.
A jak to jest ze śledzeniem trendów – o przynajmniej kilka dobrych miesięcy w przód?
JM: W dobie Internetu nie jest już problemem dowiedzieć się, co wielcy kreatorzy przygotowali na kolejny sezon. Jako projektant śledzę uważnie trendy. Jednak projektowanie ubioru to nie tylko opieranie się o zebrane informacje z targów, trend-booków ale też bardzo uważne śledzenie ulicy. Projektuję na różne rynki, nie tylko dla klientek w Polsce, muszę bardzo uważnie analizować to, co się dzieje na rynku w innych państwach. Jakich projektantów i marki dany rynek lubi, a jakich odrzuca. Klienci oczywiście potrafią w bardzo spontaniczny sposób podchodzić do tego zagadnienia, ale są też tacy, którzy manekina na wystawie i wystylizowane modelki na wybiegu traktują jak wyrocznię. Wszystko zależy od osobistych preferencji.
Mówimy o tym – jaka jest moda, dlaczego za nią tak często kroczymy, itd. A dla Ciebie, czym ona jest? Czy po kilku latach staje się jakąś rutyną, przyzwyczajeniem, przywiązaniem? Co i czy w ogóle zmienia w Tobie i Twoim codziennym życiu?
JM: Dla mnie moda jest zabawą, ciągłym gonieniem króliczka. Projektując spełniam swoje własne marzenie o projektowaniu więc moda nie jest tylko moją pracą ale i pasją, przyjemnością, ciągłą ciekawością i nowością. Rozwija mnie, nie pozwala mi się nudzić. Jest moją codziennością i ciągłą zmianą. Pragnienie tworzenia mody jest częścią mojej pracy, ale projektant mody to zupełnie ktoś inny niż projektant odzieży i trzeba być tego świadomym. Aby zrozumieć dokładnie to zagadnienie trzeba zaznaczyć wyraźną granicę pomiędzy projektantem mody, a ubioru, bo to dwie odmienne od siebie dziedziny projektowania, które sama uprawiam. Projektowanie mody to wymyślanie własnych światów, precyzowanie własnych marzeń i fantazji. Tworzenie trendów. Więc rutyna zupełnie by się w tym przypadku nie sprawdziła. W kolekcjach autorskich pozwalam sobie na wizjonerstwo, a tam nie ma miejsca na rutynę. Nie boję się eksperymentować z krojem, nanoszeniem nadruków, preparowaniem tkanin. Projektant ubioru musi się niejednokrotnie pogodzić z myślą, że jeśli tworzy dla konkretnego klienta, to projekt nie zawsze będzie miał odbicie w najświeższych trendach, które są pożywką. Efekty pracy projektanta ubioru, oparte o trendy, ale i dobrze przebadane potrzeby rynku, znajdziemy w butikach, sklepach czy sieciówkach.
Załóżmy, że wszyscy, no dobrze :-) przynajmniej znaczna część ludzi chce być modna… Czy to znaczy, że mamy być tendencyjni i tak naprawdę bez szczególnego wyrazu, bez indywidualnej inspiracji oryginalności? Jak w tym wszystkim znaleźć „złoty środek”?
JM: Oczywiście moda to nie dyktatura, lecz nie wszystkim dane jest wypracować sobie indywidualny styl, który jest subtelnym zaznaczeniem własnej granicy. Nie zawsze to się musi mieścić w ramach ogólnie pojętej mody, a jest raczej bliższe trendom. Oczywiście określenie „im dziwniej” nie znaczy, że „lepiej”. Własny styl to kwestia nie tylko samego ubioru czy dodatków, ale i harmonijnego z nimi sposobu bycia, zainteresowań. Nie można zapomnieć, że ubranie dopiero ożywa w zetknięciu z naszą osobowością. Ciekawe jest zjawisko street fashion gdzie chodzi przede wszystkim o indywidualizm i dobrą zabawę ubraniami. W naszym kraju nieprzychylnie patrzy się na nazbyt oryginalnie ubranych ludzi, budzi to lęk i niezrozumienie, tym bardziej że oryginalny pomysł na samego siebie nie zawsze jest rozumiany przez szerszych odbiorców. Dlatego street fashion jest udziałem tylko jednostek z mocnym charakterem, potrzebą indywidualizmu i odrobiny buntu. Niekoniecznie musi temu przyświecać jakaś głębsza ideologia, jaką mają subkultury. Szkoda, że zapominamy, że to my nadajemy ubraniom ostateczny kształt i wyraz.
Osobiście staram się być „inna”. Zestawiam rzeczy po swojemu, bawię się ubraniami, mam w sobie intuicję, która pozwala mi wyszukiwać takie elementy garderoby, które za jakiś czas stają się modne, wówczas niejednokrotnie przestają mnie interesować.
Czyli istnieć w modowym świecie na co dzień może każdy kto tylko chce? Czy też są jakieś specjalne uwarunkowania, bądź nawet przeciwwskazania ku temu?
JM: Moda w sektorze odzieży i dodatków to bardzo specyficzna działka i rządzi się bezkompromisowymi regułami. Nie wyobrażam sobie starszej pani w miniówce i plastikowych kolczykach, ale dzianinowych szarościach – jak najbardziej. Myślę, że moda nie dyskryminuje nikogo, trzeba tylko znaleźć coś odpowiedniego do wieku, figury, statusu czy wykonywanego zawodu. Moim zdaniem jest to do zrealizowania. W trendach zawsze znajdzie się coś dla wszystkich sektorów, kwestia stosownej ich interpretacji przez projektantów, a potem odnalezienia tego w sklepach przez indywidualnych odbiorców. Oczywiście ostateczny kształt, nadawany jest przez klienta i nie ma co się okłamywać wiele zależy od osobistych preferencji, umiejętności i wrażliwości. I tu zaczyna się już zupełnie oddzielny rozdział.
Rozdział zwany…?
JM: Indywidualizmem, o którym już wcześniej mówiłam. Moda rozumiana w sposób bardziej powszechny wbrew pozorom podchodzi bardzo ostrożnie do kwestii indywidualizmu, bo pamiętajmy, że moda to zjawisko masowe. To rynek, który chce sprzedać 50 tysięcy takich samych płaszczy, kurtek czy bluzek. To rynek, który zarabia i niestety butiki mniej znanych projektantów nie są tak łatwe do znalezienia, a butiki wielkich kreatorów nie są dostępne dla klienta z małym portfelem. Łatwiej iść do galerii handlowej i w jednym miejscu trafić do kilku większych sklepów i kupić to, co tysiące ludzi kupiło przed nami. Dlatego dla mnie Moda zaczyna się dopiero w chwili – kiedy, tę samą rzecz, indywidualne jednostki potrafią potraktować w sposób tak bardzo indywidualny, że na pierwszy rzut oka nie są od razu rozpoznawalne i jednocześnie potrafią super podkreślić urodę czy charakter osoby. Dla mnie Moda pisana przez wielkie „M” to kolekcje tworzone w niewielkiej ilości – Modne, bo generujące zjawisko mody – ale dające możliwość indywidualnego wyrażenia samego siebie. Dlatego też pewnie nie raz słyszy się, że wielcy kreatorzy tworzą tzw. Wielką Modę. Myślę też, że wielu projektantów z o wiele mniejszym zasięgiem i nie tak wielkimi nazwiskami tworzy też ciekawą Modę na wysokim poziomie.
Dziękuję za rozmowę.


moda to sztuczni ludzie ktorzy ida za tym co zostanie im z gory narzucone a nie to co tak na prawde im sie podoba!