Wywiad z Sylwestrem Krupińskim, młodym i obiecującym projektantem mody, którego „Salonowy Kubizm” inspirowany twórczością Tamary de Łempickiej poruszył niejeden zmysł estetyczny i zdobył niejedno wyróżnienie.
Jak i kiedy zaczęła się Twoja przygoda z modą?
Sztuka pasjonowała mnie od dawna, dopiero jednak pod koniec liceum zacząłem poważniej myśleć o zawodzie artystycznym. Wtedy pomyślałem o studiowaniu na ASP i to był pierwszy cel na drodze do projektowania. Pamiętam gdy z jedną z koleżanek żartowałem, że kiedyś będę projektował ubrania – wtedy jeszcze to wydawało się odległe i śmieszne, gdyż wcale nie wyglądałem na kogoś, kto mógłby zajmować się modą. Od tamtej pory wszystko potoczyło się dość szybko, sam nie wiem kiedy minęły pierwsze lata nauki, eksperymenty z formą, nauka szycia, konstrukcji, wreszcie pierwsze samodzielnie opracowane ubiory i kolekcje… Jak widać cuda się zdarzają, trzeba tylko na nie zapracować.
Ile już kolekcji wyszło spod Twojej ręki? Opowiedz krótko o każdej z nich.
Kolekcji, które powstały w sferze projektów nie dam już rady policzyć. Z tych, które udało się zrealizować są właściwie trzy, w tym najnowsza, będąca ciągle w fazie kształtowania, którą przedstawię we wrześniu. Pierwsza kolekcja była kolekcją dyplomową, zatytułowana „Salonowy kubizm”, inspirowana twórczością Tamary de Łempickiej, a którą obroniłem dyplom na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Wśród dyplomów spodobała mi się również kolekcja mojej koleżanki, Darii Jędrzejewskiej , w szczególności wycinane ornamenty i to, co robiła z flauszem. Zaproponowałem jej więc współpracę i w ciągu kilku tygodni na bazie wybranych ubrań z mojego dyplomu zrobiliśmy nową kolekcję. Zatytułowaliśmy ją „Walkiria” i pokazaliśmy m.in. na konkursie „Moda Folk 2006”. W tej kolekcji inspiracją stała się mitologia germańska, którą poznałem przez uwielbiane przeze mnie opery Ryszarda Wagnera. Szczególnie zainspirował nas cykl oper „Pierścień Nibelunga”, w którym wśród wielu mitologicznych bohaterów pojawiają się walkirie. W ten sposób stworzyliśmy dziewięć zestawów ubrań, tak samo jak dziewięć (według Wagnera) było boginek Walkirii. Przygotowaliśmy wtedy ubrania misternie wykańczane wycinanymi, splatanymi ornamentami i aplikacjami, które robiliśmy z metalowych kółek i nitów. Kolekcję wzbogaciliśmy futrami i dodatkami.
Skąd inspiracja twórczością Tamary de Łempickiej?
To w sumie czysty przypadek. Gdy poszukiwałem tematu do pracy dyplomowej i myśli przewodniej w kolekcji, moją uwagę zwróciły jej obrazy, postaci na nich sportretowane, kolory, w których znalazłem dużo szarości miękko zmieniających walor, stąd też wpadłem na pomysł wykorzystania jedwabi malowanych w różnym natężeniu szarości. Malarstwo Łempickiej było jednak tylko pretekstem do stworzenia całkiem współczesnej kolekcji. Co prawda wielokrotnie przeglądałem obrazy, od nich wychodziłem zaczynając kompletowanie kolejnych zestawów ubrań. Starałem się w pewien sposób przenieść obrazy na ubiór, nie zapominając przy tym by istniał w nich także styl życia namalowanej postaci, czy coś z osobowości samej malarki. Równie inspirujące były dla mnie opinie, takie jak ta wypowiedziana przez jednego z krytyków o twórczości Łempickiej: „Poeci, malarze, arystokraci – towarzystwo w jakim obracała się Tamara – wszyscy w takim samym stopniu byli eleganccy, co ekscentryczni” i taka miała być w moim założeniu ta kolekcja.
Podobnie podziałała na mnie kobieca i zmysłowa natura malarki i jej obrazów. Napisano kiedyś o niej: Jest niedostępną, chłodną, niepokojąca pięknością, za którą można dostrzec groźną istotę – ta kobieta jest wolna! Chciałem więc, by osoba nosząca te stroje była jak Tamara – równie kobieca, wolna i świadoma swojej siły.
Podobno nie tylko projektujesz, ale i sam szyjesz swoje kolekcje, czy to prawda?
Tak, nie wyobrażam sobie projektanta, który nie umiałby szyć. Przy wykonaniu kolekcji dyplomowej musiałem zwrócić się o pomoc do fachowców, ale sporą jej część uszyłem sam. Paradoksalnie wszystkie najtrudniejsze do wykonania stroje opracowuję sam, bo wiem wtedy, że wszystko jest zrobione zgodnie z moim pomysłem, począwszy od konstrukcji, a skończywszy na wykończeniu ubioru. Dzięki temu w stworzony ubiór projektant wkłada całego siebie i to moim zdanie świadczy o jego wysokiej klasie.
Co dało Ci uczestnictwo w „Złotej Nitce”?
Poza przygodą, przede wszystkim był to dla mnie wielki sprawdzian własnych umiejętności. To jeden z takich konkursów, gdzie jest się ocenianym przez ludzi, którzy zajmują się modą od wielu lat, którzy patrzą na nią z wielu perspektyw, gdyż w jury są profesorowie, dziennikarze i projektanci. Każdy więc przejaw uznania z ich strony potwierdza, że to co się robi idzie w dobrym kierunku. Mnie udział w tym konkursie i opinie ludzi, także tych spoza branży modowej, bardzo umocniły w mojej pracy. Trochę tylko szkoda, że takie konkursy są pomijane prze główne pisma zajmujące się modą, no bo kto w końcu ma pokazywać debiutujących projektantów? „Nitka” to także wielka szansa pokazania się światu, nie tylko znajomym, ale szerszej publiczności, może przyszłym odbiorcom ubrań.
Czy „Złota Nitka” była jedynym do tej pory konkursem, w którym uczestniczyłeś?
Nie, z tych ważniejszych, które już się odbyły to: „Moda Folk 2006”, Spotkania z Modą w Łęczycy i „Konkurs im. Wł. Strzemińskiego – Projekt 2006”, gdzie również zostałem zauważony. Z reguły jednak, udział w nich był w dużym stopniu zbiegiem okoliczności. Co więcej w konkursach nie chodzi o to, by wygrywać, ale by brać udział, by móc się sprawdzić i porównać z innymi.
Co tak naprawdę według Ciebie kryje się pod słowem „moda”?
Moda to chyba pewien sposób na życie. Oczywiście nie chodzi mi tu o to by ktokolwiek biegł ślepo za tym, co proponują twórcy mody, ale by wybierał z tego to, co mu odpowiada i sam tworzył na tej podstawie własny styl. Moda to jakby sugestia tego, co warto mieć, trzeba tylko umieć wybrać z wielu propozycji to, co nam najbardziej odpowiada. Moda dotyczy nie tylko ubrań czy wyglądu – wszystko, zaczynając od ubrań, przez lodówki czy samochody, a na stylu życia skończywszy ulega wahaniom mody.
Czasem najbardziej modna jest ta osoba, która pozostaje w opozycji do nurtów, którymi podąża ogół ludzi.
A co myślisz o polskiej modzie?
Myślę, że prawdziwa polska moda dopiero się tworzy i miejmy nadzieję, że dzięki młodym twórcom będzie się rozwijała. Nie będę tu wymieniał nazwisk, ale jest naprawdę niewiele osób, które się liczą. Denerwuje mnie w niej nobilitowanie w mediach ludzi, którzy w modzie mają mało do powiedzenia a wybili się nie dzięki zdolnościom, tylko dzięki dobremu marketingowi. Co roku przecież szkoły projektowania kończy wielu zdolnych projektantów i niestety marnują się w mało twórczych firmach, albo słuch o nich ginie. Poznałem wiele osób, które tworzą ambitną modę, ale niestety z braku perspektyw przegrywają z tymi, którzy się „wylansowali” i tworzą chałturę, która się będzie dobrze sprzedawała. Pocieszające jest to, że czasem zdarza się objawienie – osoba ambitna, która dzięki własnej pracy zostanie zauważona.
Co to jest trend w modzie i kto go wyznacza?
Trend to nurt, którym będzie podążała, lub podąża moda w danym okresie. Niestety prawda jest taka, że trendów nie wyznaczają projektanci i to ich różni od kreatorów, których na świecie jest naprawdę kilku i którzy mogą sobie pozwolić na tworzenie trendów. Bądźmy realistami – przeciętny projektant jedynie zaspokaja potrzeby klientów dając im to, czego oczekują. Nie będę tu żadnym odkrywcą, jeśli powiem, że wbrew obiegowej opinii, wszystko, co oglądamy na wybiegach jest tylko wariacją projektantów na trendy, które powstają w biurach trendów. Projektant może tylko we własny sposób zinterpretować to, co już zostało przewidziane w trendbookach. Fasony, kolory, tkaniny – wszystko, co będzie modne jest już znane kilka sezonów wcześniej. Z drugiej strony to społeczeństwo i kultura masowa same tworzą trendy, gdyż właśnie biura trendów zbierają opinię o tym, co będzie pożądane, analizują je i przekazują projektantom, a na obraz tego, co modne składa się dosłownie wszystko: styl życia, zjawiska kultury, itp. Oczywiście zdarzają się twórcy, którzy nie podążają za trendami i albo robią projekty awangardowe, tylko dla wąskiego kręgu odbiorców (i dzięki temu nieliczni stają się kreatorami) albo robią rzeczy na tyle ładne i „wdzięczne”, że będą się sprzedawały niezależnie od trendów.
A kto według Ciebie wyznacza nowe trendy w modzie polskiej i dlaczego?
Myślę, że w polskiej modzie trendy budują przede wszystkim media, prasa i sklepy dużych sieci takie jak H&M, które za niską cenę sprzedają to, co popularne. Niewiele osób ubiera się u indywidualnych projektantów, gdyż najprościej iść do sklepu i wybrać coś z tego, co już nosi cały świat. Również to prasa prezentuje najmodniejsze rzeczy w danym sezonie, kreując w ten sposób to, co będzie nosiła ulica. Projektantów, którzy tworzyliby trendy w Polsce chyba jeszcze nie mamy.
Kiedy i gdzie będziemy mogli obejrzeć Twoja najnowszą kolekcję i czy uchylisz nam rąbka tajemnicy o czym będzie opowiadała?
Do najnowszej kolekcji nie chcę budować żadnej wydumanej filozofii. Chcę by tym razem ubrania mówiły same za siebie. Najkrócej mówiąc, będzie mocno przewrotna, chcę by ubrania były możliwe do założenia na różne okazje, ale chciałbym w niej dużo poeksperymentować z konstrukcją, zastanowić się nad funkcją poszczególnych elementów ubioru, tak samo jak nad niekonwencjonalnym wykorzystaniem asortymentów ubrań: czy marynarka może być sukienką i czy kołnierzyk koszulowy musi być wokół szyi – zobaczymy…
Kolekcję będzie można już zobaczyć na Targach Kosmetycznych LADY na warszawskim Torwarze, gdzie 15 września b.r. odbędzie się mój pokaz, na który serdecznie wszystkich zapraszam.
Gdzie nasze czytelniczki mogłyby kupić stroje z twoich kolekcji i gdzie można je obejrzeć?
Ubrania z mojej kolekcji, poza pokazem, już wkrótce będzie można zobaczyć na mojej stronie internetowej, która jest już w przygotowaniu. Tam też będą bliższe szczegóły odnośnie możliwości ich kupienia.
Na zakończenie zdradź nam, jakie są Twoje marzenia związane z modą?
Chyba w dziedzinie zawodowej, tak samo jak w życiu, wszystko skrywa się pod jednym marzeniem: Robić to, co chcę, a nie to, co muszę i być tym, kim chcę, a nie kim powinienem być. Chciałbym robić jedynie to, co da mi z tej pracy satysfakcję. Nie mam potrzeby stania się sławnym, ani nie wiadomo jak bogatym, bo to tylko środki do życia, a nie jego cele. Nie czuję w życiu pośpiechu, robienia czegokolwiek na siłę. Pasjonuje mnie poza tym świat teatru, który chyba każdemu projektantowi daje okazję realizacji nawet najbardziej niekonwencjonalnych pomysłów. Kostiumy, czy scenografia to właśnie dziedziny, w których najbardziej chciałbym się rozwijać.
Z Sylwestrem Krupińskim
rozmawiał Adam Dośpiał
















Jestem pod wrażeniem! Na polskim rynku pojawił się KTOŚ, kogo można nazwać prawdziwym projektantem, KTOŚ dla kogo moda jest pasją i sposobem na samospełnianie się, a nie jedynie czystym marketingiem, czy przepustką do bankiecików i fleszy.
Przyjemnie jest bowiem czytać wywiad z kimś, kto ma tak wspaniałą i bogatą osobowość, kto w tak niebanalny sposób inspiruje się światem, nie udając przy tym najwspanialszego, najzdolniejszego… Zresztą nawet gdyby, śledząc cały ten polski rynek mody, akurat Sylwester Krupiński mógłby sobie pozwolić na „zadzieranie nosa”.
Przyglądam się twórczości Sylwestra od dawna, i -z całym szacunkiem, nawet jeśli nie jest ona zbieżna z Waszymi gustami- życzę , by Polska Moda była na świecie wiązana właśnie z takimi nazwiskami jak Baczyńska i Krupiński!
Na zakończenie dodam, że z niecierpliwością oczekuję najnowszej kolekcji i mocno 3mam kciuki za jej autora!
Pozdrawiam,
M.