Trudna i wymagająca nauczycielka, surowa także względem siebie, a jednak posiadająca duszę artystki. Postać, która ma właściwy pomysł na życie i konsekwencję w działaniu. O sobie samej mówi: „Jestem dobrym rzemieślnikiem i traktuję to, jako swój wypracowany kapitał. Realnie podchodzę do planów, życiowych spraw i zawodowego działania”. Uznana stylistka, od 15 lat czynnie pracująca w zawodzie, spod skrzydeł której wyszło wielu młodych stylistów i redaktorów mody, obecnych aktualnie na naszym rynku. Anna Męczyńska – jaka jest? Co powie o swojej pracy, pasji i czego dowiemy się od niej o skomplikowanym i magicznym świecie ubrań?
Marcin Brylski: Dokończ proszę – Ania Męczyńska to:
Anna Męczyńska: Ludzki kombajn (śmiech), który mieli i przetwarza wszystko w mix artystyczny, a na który składa się stylizacja, kostiumografia, makijaże oraz wokal. Ten ostatni był dość mocno obecny w moim życiu kiedyś, a teraz znów wrócił po prawie 16 latach…
MB: Powraca, ponieważ zaczyna nudzić Cię praca związana z modą?
AM: Nie, tu nie chodzi o nudę. Po prostu bardzo długo żyłam tylko i wyłącznie pracą. Znajomi od dawna powtarzają, że przesadzam i dopatrują się u mnie zaawansowanego pracoholika. Kiedyś nie docierało to do mnie i nie bardzo wiedziałam o czym mówią. Teraz dostrzegam możliwość śpiewania, jako nową, dodatkową perspektywę, jako pewnego rodzaju odskocznię od codziennej pracy i obowiązków, jako coś, co jest zarezerwowane tylko i wyłącznie dla mnie. Wszystko co robię jest na poważnie, więc wkrótce planuję nagranie singla.
MB: A Kostiumografia? To już przecież nie to samo, co stylizacja… jak się w tym odnalazłaś? A właściwie powinienem zapytać, jak się to zaczęło?
AM: Przyszło to do mnie jako propozycja, nowe wyzwanie, kolejny krok. Moim pierwszym filmem, w którym zaczęłam się sprawdzać jako kostiumograf, był kinowy film „Miłość na wybiegu”. To podczas jego produkcji uczyłam się pracy w zespole, w większej grupie podczas długofalowej pracy, ponieważ jest to zupełnie odmiennie doświadczenie, niż kilkugodzinna sesja w której ja „żądzę”. Tutaj spotykamy się przez miesiąc i dłużej, nawet po 12 godz. dziennie, gdzie efektów nie widać od razu, a pomimo to trzeba nastawić się na wielopłaszczyznowe myślenie i daleko idące przewidywanie spraw. Teraz pracuję nad nowym filmem „Na ostrzu noża” (choć sam tytuł może jeszcze się zmienić)
MB: W takim razie czy potrafisz słuchać innych?
AM: Uczę się tego. Zawsze byłam samowystarczalna, gdyż takiej postawy i zaradności nauczyło mnie życie. Na pewno jestem dobrą organizatorką czasu, przestrzeni, działań logistycznych. Filmem zajmuję się od dwóch lat, więc jest to stosunkowo nowe doświadczenie, dlatego powoli zdobywam właściwą umiejętność porozumiewania się z ludźmi, takiej wspólnej koegzystencji, która na planie filmowym jest niezbędna.
MB: Stylista, to uprawianie tzw. wolnego zawodu – co jest więc w nim potrzebne? Na co należy postawić, by być dobrym stylistą?
AM: Uważam, że przede wszystkim potrzebna jest: praca, pokora, cierpliwość , oddanie oraz chęć ciągłej nauki. W tym zawodzie cały czas trzeba próbować, dokształcać się. Moda bardzo szybko się zmienia, modyfikuje, więc trzeba za nią równie szybko i odpowiednio podążać.
MB: Przyglądasz się modzie i tak naprawdę uczestniczysz w niej czynnie już od 15 lat. Jak oceniasz zmiany w ubiorze i w formach stylizacji wśród Polaków? Dostrzegasz różnice pomiędzy poszczególnymi regionami, miastami?
AM: Naturalnie zmiana i swego rodzaju ewolucja mody jest dostrzegalna. Na pewno wykształciła się większa świadomość myślenia o niej, choć wciąż jest to taki standard modowy, już dość dobry, ale jednak wciąż… Polki boją się eksperymentować na swojej seksualności (oczywiście w dobrym znaczeniu). Dojrzałe kobiety uciekają w nieco pensjonarski styl, bardziej zachowawczy, to takie mówienie: chciałabym, ale jednak się boję. Za to młodzież, jest nastawiona jak najbardziej pro fashion. Najwyraźniej można to dostrzec w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie, choć w nim jest bardziej zamaszyście, moda jest tam traktowana trochę jako artystyczne rękodzieło. Brakuje tam umiejętności łączenia starego z nowym, świeżego podejścia. Kiedyś, w latach ‘80 i ‘90 na pewno czerpało się wiele inspiracji i wzorców z muzycznej sceny trójmiejskiej, z Sopotu. Ludzie byli bardziej pomysłowi i kreatywni. Teraz z kolei stawia się na standaryzację ogólnego zjawiska, większość choć modnie – wygląda podobnie.
MB: A co z modą męską? Wprawdzie jest jej jak na lekarstwo, ale chyba zaczyna raczkować w dobrym kierunku?
AM: Hmm, na zachodzie w modzie męskiej jest całkiem normalnie, czyli odpowiedni typ i krój marynarki, właściwy rozmiar, kolorystyka. Mężczyźni nie boją się wyglądać dobrze i zarazem pociągająco, ciekawie, nie boją się nawet utożsamienia z gejem. U nas wszyscy się tego boją, noszą przede wszystkim za duże marynarki i nieschludne obuwie, które jest naszą wyraźną piętą achillesową. A to właśnie buty świadczą o osobie i jej charakterze, często to one budują strój. Zbyt wiele jest nastawienia na „nie”. Oczywiście można zauważyć również takich, którzy noszą się właściwe, ale do większości na pewno nie należą. W męskim ubiorze także pojawia się pewien standard, jak np. koszulki polo i jeansy albo u młodszej generacji typ w stylu: designerskie Ray Bany, Conversy, jeansy i koszule w kratę.
MB: Jak w takim razie odnaleźć swój styl?
AM: Poprzez własną świadomość, poprzez poznanie swojego charakteru i dopasowanie do niego stroju, czasami rezygnując z czegoś, nawet jeśli jest bardzo modne.
MB: Rozumiem, że dobry styl trzeba podkreślać, trzeba mieć argumenty ukazujące, że właśnie tak będzie dobrze, lepiej… jaki zatem jest styl Ani Męczyńskiej?
AM: Bardzo klasyczny, dość stonowany, ale odpowiednio podkręcony wyróżniającymi się dodatkami: butami, torebką, szalami, nawet fryzurą. Lubię beże, pudrowe róże, granaty, różne odcienie szarości. Wszystko to jest jak najbardziej świadomym wyborem fasonów, materiałów, faktur. Wprawdzie trzymam się sprawdzonych fasonów, ale dodaję do nich jakiś odmienny element.
MB: Czyli modyfikujesz swoją garderobę i dopasowujesz ją odpowiednio do osobowości…
AM: Jak najbardziej! Niestety większość kobiet jest chaotyczna w swoich wyborach, kupuje pod wpływem impulsu. Na mój strój, na pewno nie ma wpływu nikt inny poza mną. Uwielbiam męskie koszule, marynarki, połączenie takiej koszuli z legginsami lub jeansami. W zestawieniu z moją specyficzną fryzurą, daje mi to poczucie oryginalności i mój strój nabiera wtedy nowego wymiaru.
MB: Co takiego fascynuje Cię w samej modzie i stylizacji?
AM: W stylizacji łączenie rzeczy wykluczających się wzajemnie, tworzenie nowego wyrazu i jakości. W samej zaś modzie aspekt psychologiczny, tzn. że chcemy czegoś tak bardzo tylko dlatego, że jest uważane za modne. Ta uległość względem trendów i tendencji sezonowych, ulotność. Wpływ tego co mamy na sobie, na naszą osobistą wartość. To, że podobnie jak w muzyce wszystko już zostało wymyślone, powiedziane, a jednak nie do końca, gdyż rola poszczególnych ubrań się zmienia. Bowiem to, co kiedyś było uważane za brzydkie i niemodne, teraz jest piękne i pożądane.
MB: A propos trendów i tendencji, na jakie stawiasz? Który jest Ci najbliższy?
AM: Styl militarny, strój do jazdy konnej, historia mundurowa, która jest przedstawiana w niestandardowy i niejednoznaczny sposób. Lubię transformację takich tendencji. Jako że stawiam na zmienność, modyfikację i zamienność, wybieram też Eko modę, głównie z przetworzonych surowców, kreujących nową wizję znanej już formy.
MB: Czy to, że – do czego sama się przyznajesz i często podkreślasz – nie masz figury modelki z wybiegu – daje Ci większy kredyt zaufania wśród klientek? Ludzie bardziej Ci wierzą?
AM: Owszem, gdyż po przez swoje gabaryty, jestem bardziej wiarygodna. W ten sposób sama świadczę o sobie. Swoje klientki obdarzam empatią, staram się przemóc ich lęki, ponieważ skoro ja mogę, to i one mogą spróbować. Na pewno pomaga mi w tym także moja otwartość i samokrytyczne nastawienie.
MB: „Moda za 500” – program w którym byłaś jurorką. Dobrze, iż ma się takie ograniczenie w stylizacji?
AM: Myślę, że tak, gdyż włącza się wtedy wyższy poziom myślenia i bardziej kreatywne podejście, które udowadnia, że wcale nie trzeba mieć worka pieniędzy, żeby wyglądać dobrze i modnie.
MB: Porozmawiajmy teraz o polskich projektantach mody. Kto Twoim zdaniem i czym wyróżnia się na tle designerskiej grupy naszego rodzimego przemysłu?
AM: Ania Poniewierska. Jej twórczość określiłabym jako głęboką ciszę, bardzo wyrafinowaną formę dzięki podejściu do materiału, kroju i odwołania do historii.
Dawid Woliński z jego świetną jakością, elegancją i bardzo dobrym sposobem szycia.
Konrad Parol, za konsekwencję, odwagę, męskie projekty, które spokojnie mogą być dobrym ubiorem dla mężczyzn, przede wszystkich wolnych zawodów. Za koncept, który na pierwszy rzut oka wydaje się niezrozumiały, ale później przekształca się w spójną, nowoczesną całość.
Ania Kuczyńska i Justyna Chrabelska i ich świadomość mody oraz prostota ukazana we właściwym podejściu do projektowania.
Oraz tercet MMC – interpretacja myśli i wydarzeń ze świata w interesującym połączeniu i adaptacji tego względem naszego rynku.
Martwi mnie jednak, że często uznani projektanci pozostają w swoich tzw. blokach startowych. Bazują na tym, co już choć raz się sprawdziło i boją podejmować się ryzyka zmiany.
MB: Dość już o pracy… Kiedy wreszcie nastaje moment zwolnienia szybkiego tempa i dłuższej przerwy, relaksu, co robisz? W jaki sposób „ładujesz baterie” i co sprawia Ci prawdziwą przyjemność?
AM: Jeśli już taki czas nastaje, to na pewno jest on poświęcony wspólnemu przebywaniu z dobrymi znajomymi. Czasami w ciekawe rozmowy i odpoczynek wkrada się szczypta erotyzmu, gdyż w tym względzie hedonizm jest mi bliski. Oprócz tego, zagłębiam się w kino psychologiczne, oddaje się przemyśleniom dotyczącym kostiumów i muzyki. Jednak generalnie moje podejście do codziennego życia jest bardzo sensualne, potrafię dostrzec nawet najzwyklejsze drobnostki i staram się wręcz „dotykać” tych małych pozytywnych rzeczy, które mnie otaczają.













